Pierwotna socjalizacja kociąt

Pierwotna socjalizacja to termin, który pojawia się praktycznie w każdym dobrym poradniku o kotach, w rozdziałach dotyczących rozwoju malucha. Mimo tego wśród opiekunów wiedza na temat roli pierwotnej socjalizacji, jej prawidłowego przebiegu oraz konsekwencji wynikających z zaniedbań w tym zakresie nadal pozostaje niewielka. A zatem: czym jest, czemu służy i dlaczego jest tak ważna? Zapraszam do lektury


tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Socjalizacja ogólnie – co to takiego?

            W dużym skrócie tym terminem określa się wszelkie (a szczególnie nowe) elementy, których doświadcza się w czasie życia, oraz reakcje, które w efekcie tych sytuacji wytwarzają się w mózgu i zostają zakodowane w pamięci. Socjalizacja dotyczy więc wszystkich gatunków z rozwiniętym układem nerwowym, które wyewoluowały ponad funkcjonowanie jedynie w oparciu o proste bodźce. W związku z tym należy pamiętać, że socjalizacja trwa przez całe życie – tyle tylko, że z różną intensywnością na różnych jego etapach.

            W związku z tym wyróżnia się dwa główne rodzaje socjalizacji: pierwotną i wtórną. Przez pierwotną rozumiemy proces nauki i poznawania świata, który dotyczy okresu spędzanego przede wszystkim z matką i grupą rodzinną. W przypadku kociaka czas ten nie powinien być krótszy niż 12 tygodni, a w niektórych przypadkach (np. u zwierzaków bardzo mocno związanych z matką, z tendencją do lękliwości lub u ras z wrażliwą i delikatną psychiką, takich jak choćby koty rosyjskie niebieskie) warto go wydłużyć nawet do 16 czy 18 tygodni. 

            Z kolei socjalizacja wtórna rozpoczyna się wtedy, gdy osobnik wychodzi spod opiekuńczych skrzydeł matki i zaczyna żyć na własną rękę (a raczej, w tym przypadku, łapę). Oczywiście na tym etapie proces nauki i wyciągania wniosków z sytuacji, których doświadcza zwierzę, nadal ma miejsce, jednak nie przebiega już z taką intensywnością jak na początku. Stąd też jeśli nie będziemy odpowiednio pracować z kotem na tym pierwszym etapie i nie zapewnimy mu właściwych warunków do rozwoju, wpłyniemy na całe jego późniejsze życie, i to niestety w sposób bardzo dla niego niekorzystny. 

Przebieg i rola pierwotnej socjalizacji

            Choć mogłoby się wydawać, że zaraz po narodzinach małe kocięta mają niewielki kontakt ze światem, to jednak już od pierwszych godzin życia właściwa opieka matki jest dla nich bardzo ważna. Chodzi nie tylko o techniczne aspekty, takie jak możliwość spożycia bogatej w przeciwciała matczyne siary (pierwsze mleko, które pojawia się u matki zaraz po porodzie), ale też o kwestie bardziej złożone, jak choćby poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Kontakt fizyczny z matką, jej mruczenie i ciepło, uspokaja maluchy, a im mniej stresu odczuwają kocięta, tym lepiej rozwijają się ich mózgi.

            Intensywny okres pierwotnej socjalizacji rozpoczyna się mniej więcej wtedy, gdy maluchy zaczynają opuszczać gniazdo i powoli eksplorować otoczenie. Ma to miejsce ok. 4 tygodnia życia, kiedy potrafią już ustać na wszystkich 4 łapkach jednocześnie. W tym czasie pojawia się też drugi bardzo istotny element – wyrzynają się mleczne zęby. W związku z tym, gdy ok. 5 tygodnia zaczyna się zazwyczaj prowadzony przez kotkę proces odsadzenia dietetycznego, a więc maluchy zaczynają mieć styczność z pokarmem stałym, by docelowo całkowicie zrezygnować z matczynego mleka, nauka idzie już pełną parą. 

AdobeStock 187751087

            Do prawidłowego rozwoju kociaka, tak pod względem psychicznym, jak i fizycznym (w tym ruchowym) potrzebna jest nie tylko kotka, ale też rodzeństwo. Statystycznie bardzo rzadko zdarza się, by w miocie był tylko jeden kociak – jeśli tak się dzieje, to zazwyczaj dotyczy to kotek w starszym wieku, u których faktycznie zdarzają się ciąże pojedyncze, a kociak jest wtedy zazwyczaj dość sporych rozmiarów. Zwykle jednak kocięta rodzą się w większych miotach, a statystyki pokazują, że najczęściej maluchów jest między 4 a 6. Dzięki temu w czasie swojego rozwoju kocięta stymulują się wzajemnie podczas zabaw ruchowych. Ćwiczą w ten sposób zwinność, równowagę, panowanie nad własnym ciałem, a także jedną z najważniejszych rzeczy: inhibicję gryzienia.

            Ten obco brzmiący termin oznacza po prostu świadomość siły, z jaką używa się zębów w zabawie, a z jaką w polowaniu / podczas jedzenia. Stawianie granic w tym zakresie należy też oczywiście do matki (lub innego dorosłego osobnika, który w kluczowym momencie da znać maluchowi, że ten przesadza), ale wydaje się, że najszybciej i najskuteczniej kociaki uczą się tego na sobie nawzajem. Zasada jest tutaj bardzo prosta: jeśli byt mocno ugryzę brata w ucho, to brat najzwyczajniej w świecie mi odda i nie będzie mieć przed tym oporów. 

            Brak inhibicji gryzienia, który najczęściej obserwuje się u kotów, które zbyt wcześnie zabrano z grupy rodzinnej, jest, po nieprawidłowej urynacji czy defekacji, najczęstszym problemem zgłaszanym behawiorystom przez opiekunów. Co więcej – zachowanie to zupełnie błędnie klasyfikowane jest przez ludzi jako agresja, podczas gdy kot absolutnie agresywny nie jest. On po prostu chwyta zębami podczas zabawy lub w trakcie realizowania swoich potrzeb łowieckich i nie ma pojęcia, że robi to źle. A dlaczego nie ma pojęcia? Bo nikt go tego skutecznie nie nauczył. 

AdobeStock 59016650

            Inhibicja gryzienia jest umiejętnością, którą szalenie trudno jest przekazać kotu przez człowieka. Owszem, do pewnego stopnia da się wymodelować te zachowania, ale nigdy nie będzie to tak skuteczne jak nauka, którą maluch odbierze od innego kota. A zatem, jeśli nie dopilnujemy, by ten proces przebiegł właściwie, może się okazać, że wylądujemy na kolejnych 20 lat pod jednym dachem z małą puchatą piranią, która będzie nas gryzła przy pierwszej lepszej okazji, i – co gorsza –  nie będzie miała kompletnie pojęcia, że coś jest nie w porządku. 

Inne ważne elementy

            Jak się pewnie domyślacie, inhibicja gryzienia to nie wszystko. Pierwotna socjalizacja odpowiada bowiem za masę innych istotnych elementów. Oto kilka przykładów:

  • Prawidłowy rozwój komunikacji wewnątrzgatunkowej – w tym czasie mały kociak uczy się jednej z kluczowych dla jego dalszego życia rzeczy: dowiaduje się, jak wysyłać i odbierać sygnały, by móc w przyszłości komunikować się z innymi przedstawicielami swojego gatunku. Ta nauka kociego języka jest szczególnie kluczowa w momencie, gdy w późniejszym czasie zwierzak ma dzielić dom z innym kotem. Bez tej wiedzy nie będzie w stanie prawidłowo nawiązać relacji z towarzyszem, prawidłowa komunikacja jest bowiem u kotów zdolnością nabytą, a nie wrodzoną. 
  • Odporność na stres – to także efekt treningu, który maluch przechodzi pod czujnym okiem matki. Życie jest bowiem przepełnione stresorami – czy tego chcemy, czy nie. W związku z tym kotka, w sposób kontrolowany wystawiając swoje potomstwo na sytuacje dla niego trudne, jednocześnie daje mu wsparcie i w kluczowych chwilach sama ingeruje, by rozwiązać problem i rozładować napięcie. Dzięki temu maluchy dużo lepiej radzą sobie z sytuacjami trudnymi w przyszłości, są bardziej zaradne i stabilne psychicznie. 
  • Umiejętność radzenia sobie z frustracją – to coś, czego nie da się przecenić. I tutaj znowu kluczowa jest rola kociej mamy, która wykorzystuje w tym procesie moment zmiany diety kociąt z mlecznej na mięsną. Całość przebiega bardzo ciekawie, bowiem gdy matka uzna, że kociaki są już gotowe do tego, by mięso zyskiwało przewagę w ich jadłospisie, zaczyna im reglamentować odstęp do mleka. W tym celu potrafi kłaść się poza zasięgiem maluchów (np. gdzieś wyżej), ale cały czas mając potomstwo na oku. W kociakach w pierwszym momencie rodzi się niepokój spowodowany brakiem pokarmu na życzenie, a następnie przechodzi on we frustrację wywołaną tą sytuacją. Gdy to uczucie za bardzo eskaluje, włącza się matka, która uspokaja maluchy i tonuje ich emocje. Dlaczego jest to takie ważne? Bo frustracja jest bardzo niebezpieczną emocją, która, w momencie, gdy zbyt mocno będzie eskalować, potrafi doprowadzić do zachowań agresywnych. W związku z tym u tych osobników, które nie przejdą owej nauki w odpowiedni sposób, w późniejszym czasie łatwiej dochodzi do pojawiania się zachowań agresywnych.

            To oczywiście nie wszystko, co o pierwotnej socjalizacji można napisać, wybrałam jednak te zagadnienia, które powinny jasno i skutecznie uświadomić każdemu, że naruszanie przebiegu tego procesu nie może skończyć się dobrze.

AdobeStock 124036090

Rola człowieka

            No właśnie, a co z ludźmi? Czy oni też uczestniczą w tym procesie? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak, a ich rola również jest kluczowa, jeśli chcemy, by w przyszłości kociak był ufny, zrelaksowany w naszym towarzystwie i chętny do kontaktu. 

            W naturze kot występuje w specyficznej, podwójnej roli: drapieżnika i ofiary jednocześnie. Oznacza to, że każde zwierzę większe od niego (w tym człowiek) może stanowić potencjalne zagrożenie dla jego życia. I dokładnie tak traktują nas koty niezsocjalizowane z ludźmi: jak większego od siebie drapieżnika, który spróbuje na nie zapolować i je zjeść. A zatem czas pierwotnej socjalizacji powinien być również tym okresem, gdy kocięta poznają człowieka jako przyjaciela, a nie zagrożenie.

            Mówi się, że pierwszy kontakt z maluchami powinien następować tuż po urodzeniu, a następnie, w związku z monitorowaniem ich dobowych przyrostów masy ciała, ma on charakter bardzo regularny. Tak się dzieje w hodowlach, gdzie od pierwszych godzin życia kocięta powinny mieć zapewnioną opiekę na najwyższym poziomie. Gorzej jest jednak, jeśli socjalizacja dotyczy miotu urodzonego w sposób niezaplanowany i niekontrolowany: kociąt, które przyszły na świat w piwnicy, na działkach czy na wsi. W takim przypadku całą kocią rodzinę należy zabezpieczyć i prowadzić pracę socjalizacyjną w warunkach domowych, stopniowo przekonując do siebie maluchy (a najlepiej także matkę, jeśli tylko nam na to pozwoli). 

            W czasie, gdy sama prowadziłam dom tymczasowy, miałam pod swoją opieką ogromną liczbę kocich maluchów – w większości osieroconych i ratowanych z trudnych warunków. Rolę kociej rodziny zastępczej pełniły wówczas moje zwierzaki, natomiast do socjalizacji z ludźmi często zapraszałam swoich znajomych. Cel był prostu: dzięki temu maluchy poznawały różnych ludzi, różne rodzaje dotyku, różne zapachy, głosy, ale wspólne było jedno – wszyscy byli fajni! Bawili się, przytulali, dawali przysmaki, drapali za uchem albo kołysali do spania. Z każdym kolejnym pojawiającym się w otoczeniu kociąt obcym człowiekiem kojarzyły się wyłącznie dobre rzeczy. Dzięki tej pracy żaden maluch, który opuścił mój dom i przeniósł się do nowej rodziny, nie miał problemu z zaakceptowaniem swoich nowych opiekunów. Bo przecież jeśli każdy człowiek jest dobry, to nie ma sensu się bać.

AdobeStock 60709984

Podsumowanie

            Pierwotna socjalizacja to czas najintensywniejszej nauki. Już nigdy później zwierzak nie będzie tak chłonny na informacje i sytuacje, z którymi będzie się spotykał. Niestety – czasu jest niewiele. Okno socjalizacyjne u większości kotów zamyka się między 11 a 13 tygodniem życia i po tym czasie możliwości pracy z maluchem są zdecydowanie ograniczone. Jednocześnie przerwanie tego procesu, które ma miejsce wówczas, jeśli kociak zostanie wydany do nowego domu zbyt wcześnie, „bo już przecież sam je i korzysta z kuwety”, może mieć tragiczne w skutkach, wielowymiarowe konsekwencje. Jednym z nich jest m.in., rozwój choroby sierocej – zaburzenia o podłożu emocjonalnym, związanym z brakiem poczucia bezpieczeństwa, które może w efekcie doprowadzić nawet do samookaleczeń.

            Aby dobrze unaocznić skalę problemu, podaję zwykle w tym miejscu przykład 5-letniego ludzkiego dziecka, które opanowało już umiejętność korzystania z łazienki i samo zjada przygotowane mu kanapki. Czy to oznacza, że jest w pełni rozwiniętym, zdolnym do samodzielnego życia człowiekiem? Nie! I tak samo samodzielny nie jest 8-tygodniowy kociak! Dlatego proszę i apeluję – dbajmy o to, by ten pierwszy kwartał życia kociego dziecka przebiegał prawidłowo, w obecności matki, rodzeństwa, ewentualnie innych kotów (jest to szczególnie ważne w przypadku jakiejś losowej tragedii, jak np. śmierć kotki) oraz mądrego ludzkiego opiekuna, który zainwestuje w malucha swój czas i pracę. 

            Moja prowadząca na studiach z behawiorystyki zwierząt towarzyszących zwykła mawiać, że prawidłowa socjalizacja to dla zwierzaka „paszport do przyszłości” – im więcej w niego włożymy na wstępie, tym lepsze i bogatsze będzie życie kota w kolejnych latach. Zatem – nie oszczędzajmy na tym procesie.

Podziel się:

Spis treści

Najnowsze: