Jak pies z kotem – czy da się to pogodzić pod jednym dachem?

Jak pies z kotem – czy da się to pogodzić pod jednym dachem?

Powiedzenie „jak pies z kotem” w naszym języku zwykle oznacza starcie przeciwieństw sugerujące, że nie będzie zgody pomiędzy dwiema stronami. Czy tak jest faktycznie? Na szczęście zwierzaki bywają pod tym względem mądrzejsze od ludzi, wypracowując nie tylko wzajemną tolerancję, ale wręcz czasami wzruszające przyjaźnie


tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Różne gatunki, języki i potrzeby

            Koty i psy to dwa gatunki zaliczane do grona zwierząt towarzyszących, z którymi statystycznie najczęściej dzielimy nasze domy. I choć to mocno je łączy, to jednak nie możemy zapominać, że to zwierzęta o odmiennych historiach, ze specyficznymi potrzebami, wymogami, a także – językami komunikacji. 

            Wydaje mi się, że żyjąc pod jednym dachem z psem i kotem (czego w ostatnim czasie sama doświadczyłam, ale o tym niżej), najważniejsze jest to, by pamiętać, z kim się rozmawia. Pies jako zwierzę otwarte i mocno ekstrawertyczne będzie się komunikować inaczej niż często zamknięty w sobie i – nie ukrywajmy tego – dość wyniosły w swoich zachowaniach kot. I o ile my jesteśmy w stanie nadążyć za tym dość łatwo, o tyle dla zwierzaków ich wzajemne zrozumienie się może nastręczać pewnych trudności. 

AdobeStock 198206882

            Największy kłopot pojawia się tam, gdzie pozornie podobne pozy czy gesty oznaczają coś zupełnie innego. Przykład? Sygnały wysyłane z wykorzystaniem ogona! U psa machanie może oznaczać ekscytację, u kota – irytację. U psa ogon uniesiony w górę może być sygnałem grożącym, u kota – przyjaznym. Przykłady można by mnożyć, jednak to, do czego zmierzam, to wniosek, który powinien nam zapaść w pamięć, jeśli planujemy połączyć psa z kotem pod jednym dachem: zadbajmy o to, by zwierzaki dobrze się poznały i nauczyły ze sobą „rozmawiać” odpowiednio odbierając i wysyłając sygnały. Jeśli tego zabraknie – możemy mieć idealny przepis na katastrofę. 

Dwa żywioły pod jednym dachem

            Z perspektywy behawiorysty stwierdzam, że dla zawierania kocio-psich znajomości, dość istotny jest sam moment, w którym jeden zwierzak wprowadza się do domu drugiego. Zawsze bowiem rezydent musi oddać część swojej przestrzeni, którą nagle zabiera mu obcy stwór i, co gorsza, początkowo otrzymuje ją na wyłączność (a przynajmniej tak powinno to wyglądać, jeśli będziemy pracować zgodnie z zasadami socjalizacji z izolacją).

            Kiedy przystępujemy do zaplanowania nowego podziału stref w przestrzeni, koniecznie trzeba wziąć pod uwagę preferencje rezydenta. Jeśli zatem w naszym domu mieszka pies, który od lat śpi z nami w łóżku, to nie możemy nagle oddać sypialni we władanie obcego kota. I podobnie – jeśli nasz kot wszystkie ulubione miejsca i sprzęty ma w salonie, to nie można nagle odciąć go od tej przestrzeni, by umieścić tam szczeniaka czy też dorosłego psa, który ma z nami zamieszkać. 

            A zatem, wybierając przestrzeń do pracy i izolacji, przeanalizujmy dokładnie potrzeby naszych zwierząt, by dokonać jak najrozsądniejszych wyborów. Przykładowo: jeśli przygarniamy do kociego domu wielokondygnacyjnego starszego psa, nie każmy mu od razu chodzić po schodach. Zwykle lepiej przestrzeń dla seniora budować na parterze, a kotu (lub kotom) pozostawiać we władaniu piętro. 

Praca na niskim poziomie pobudzenia

            Podczas pracy zapoznawczej bardzo ważna jest dbałość o tzw. niski poziom pobudzenia. Chodzi tutaj o stan emocjonalny prezentowany przez zwierzaki. Jest to niezwykle istotne, ponieważ stres i napięcie blokują możliwość skutecznego zapamiętywania, co negatywnie wpływa na proces nauki. Ponadto złe doświadczenia mogą prowadzić do powstania uogólnionych reakcji, które spowodują wytworzenie się czegoś, co można określić mianem uprzedzeń. Może więc pojawić się zachowanie w stylu „Co prawda Cię nie znam, ale na wszelki wypadek Cię nie lubię”.

AdobeStock 194955015

            Aby tego uniknąć, konieczne jest kontrolowanie emocji zarówno u rezydenta, jak i u nowego domownika. Często przydaje się wówczas asysta drugiej osoby, tak aby każdy człowiek skupiał się tylko na „swoim” zwierzaku (lub zwierzakach, jeśli pracujemy od razu z grupą). Kiedy widzimy, że pojawia się napięcie i groźba eskalacji – przerywamy kontakt, uspokajamy zwierzę i sowicie je nagradzamy, a kolejną sesję kontaktu organizujemy dopiero wtedy, gdy wszyscy wrócą do równowagi. 

            Warto zapamiętać, że nie należy się z tym spieszyć, a tempo pracy powinno być dostosowane do najbardziej delikatnego i wrażliwego osobnika w domu. Jeśli zaczniemy naciskać na szybsze zapoznanie lub postawimy któreś ze zwierząt w sytuacji dla niego niekomfortowej, możemy utracić wszystko, co do tej pory udało nam się wypracować. Dlatego też przy socjalizacji zawsze obowiązuje zasada: „co nagle, to po diable”. 

Garść moich doświadczeń

            Choć nigdy nie przypuszczałam, że tak będzie, to jednak przez blisko 4 miesiące pod moim dachem gościł pies – wspaniały kilkuletni stwór w typie gończego/wyżła o wadze 22 kg, prezentujący na spacerach modelową myśliwską stójkę. 

            Pomimo iż znałam tego psa od kilku ładnych lat, to jednak opcja wprowadzenia go do grupy moich kotów wywoływała pewne obawy. Ich przyczyną było głównie to, że psiak miał w zwyczaju zapamiętale gonić wszelkie koty napotkane na dworze podczas spacerów. Nic im nie robił poza zagonieniem na drzewo lub pod samochód, jednak poziom emocjonalny, na jaki wówczas wchodził, był bardzo wysoki, i ciężko było uzyskać wtedy reakcję na wydawane polecenia (choć w stanie emocjonalnej równowagi pies pracował na komendach doskonale). A zatem śmiem twierdzić, że moje obawy były nieco uzasadnione. 

            Gdy psiak przyjechał do mnie pierwszy raz, zaczęliśmy od podziału domu na 2 strefy: psią i kocią, rozdzielone bramką dla dzieci. Moje 2 koty w wieku mocno starszym (14 i 16 lat) nie były w stanie jej pokonać, pies również się nie kwapił, bo okazało się, że w domu pojawiło się dodatkowe rozproszenie: straszliwe panele, na których ślizgały się psie łapy. Ów element środowiskowy skutecznie odbierał psu jakąkolwiek chęć do pogoni za innym zwierzakiem. 

AdobeStock 130242993

            I na tym etapie wszystko przebiegałoby pewnie bez emocji i nastąpiłaby po prostu nudna i modelowa socjalizacja, gdyby nie jeden element zakłócający, tzn. Gacek – mój 4-letni sfinks. Dla Gacka nigdy nie było (i nadal nie ma) żadnych przeszkód w domu, więc o ile starsze koty bramkę respektowały, o tyle Gacuś pokonywał ją skokiem godnym ninja w prawo i w lewo. Co wywoływało tak gigantyczną konsternację u psa, że ten aż zapomniał, że za kotem można pobiec! Po prostu patrzył z niedowierzaniem, jak ten mały, zwinny, łysy bandyta bez problemów porusza się po obu strefach, kompletnie nie bojąc się psich ruchów czy poszczekiwań. 

            W ten sposób psiak został w pewnym sensie postawiony przed faktem dokonanym: „Mieszkasz w kocim domu – przyzwyczaj się!”. Oczywiście wszystkie kontakty odbywały się pod pełną kontrolą, a emocje były trzymane na wodzy, jednak mogę powiedzieć śmiało, że po 3 miesiącach pracy moje koty dogadały się z psem. Do tego stopnia, że nawet wpuściły go do łóżka, ale to taka nasza tajemnica, więc nie mówcie nikomu.

Podsumowanie

            Kocio-psie przyjaźnie mogą naprawdę chwytać za serce – gdy np. kilkudziesięciokilowy pies robi kawałek miejsca w swoim posłaniu, by jego koci kolega także się zmieścił. I choć nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że każde dwa zwierzaki da się zaprzyjaźnić, bo niestety nie ma złotej recepty na 100% udanych zapoznań, to jednak uważam, że zawsze warto próbować – pracując mądrze, spokojnie i z poszanowaniem zwierzęcych potrzeb!

AdobeStock 58158394

Podziel się:

Spis treści

Najnowsze:

Podstawy zdrowej kociej diety

Nie ma chyba ważniejszego elementu w codziennej opiece nad pupilem niż zdrowa, odpowiednia dieta, spełniająca  jego gatunkowe potrzeby. Wobec wielu innych elementów można stosować kompromisy