Strona główna Magazyn Temat miesiąca Wojna cenowa w Internecie. Zoologiczne katharsis, które skonsoliduje rynek?
4

Wojna cenowa w Internecie. Zoologiczne katharsis, które skonsoliduje rynek?

Wojna cenowa w Internecie. Zoologiczne katharsis, które skonsoliduje rynek?

Właścicieli tradycyjnych sklepów zoologicznych rozpala do czerwoności, producentom i dystrybutorom skutecznie niszczy marki, właścicielom sklepów internetowych zdaje się przesłaniać trzeźwe spojrzenie kolejnym zastrzykiem adrenaliny podczas licytacji, który z nich wystawi produkt za niższą stawkę i dłużej wytrzyma handel ze stratą… Wojna cenowa wyniszcza, ale może też mieć oczyszczający efekt

Mateusz Karatysz, redaktor naczelny

Wojna cenowa w Internecie prawie jak dobra tragedia antyczna ma swój kolejny epizod. Tym razem towarzyszą mu emocje, bunt, trwoga i wreszcie mniej lub bardziej spektakularne bankructwa, o których dowiadujemy się po tym, jak kolejny sprzedawca zamyka swoje konto na popularnym serwisie aukcyjnym.

Szerszy problem

Problem walki ceną jest jednak szerszym zagadnieniem, które w równym stopniu co zoologii dotyczy także innych branż. Według danych firmy CodiLime zebranych za pomocą narzędzia do gromadzenia i analizy cen produktów w Internecie (Dealavo) dotyczy ona wielu kategorii produktów. – Jeżeli chodzi o ceny, to sytuacja w Internecie jest dużo bardziej zmienna niż w sprzedaży offline. Do kategorii najbardziej dynamicznych zaliczamy elektronikę użytkową czy produkty farmaceutyczne. Różnice cenowe są tam bardzo duże i sięgają nawet 150% – mówi Jakub Kot, prezes zarządu Dealavo.

Rekordowe rozbieżności nie są jednak domeną tylko i wyłącznie elektroniki. Jak podaje portal money.pl, np. cena wspomagającej opalanie Belissy Sun waha się w przedziale między 10,26 zł a 27,60 zł. Z kolei nawilżający olejek Bio Oil w jednym ze sklepów kupić można już za 31,45 zł, na drugim biegunie znalazł się sprzedawca oferujący ten sam produkt za 76,05 zł.

Bankructwo na skróty

Polsko-polska wojna cenowa w Internecie to w głównej mierze wynik dwóch czynników. Po pierwsze, stale rosnącej liczby sklepów internetowych, którą szacuje się na ponad 23 tys. podmiotów. Po drugie – bardzo niskiego poziomu świadomości biznesowej osób, które decydują się na handel w sieci.

Właściciele sklepów internetowych, którzy nie wiedzą, jak odnaleźć się na rynku, sięgają po najprostsze rozwiązanie, które jest wynikiem błędnego już przeświadczenia o tym, że liczy się tylko cena – i schodzą z marży do granic opłacalności. Decydując się na sprzedaż produktów bez marży sprzedawcy nie tylko nie zarabiają, ale wciągają również w tę grę innych. Skutek jest taki, że prędzej czy później taki sklep upada.

Motywacje do zakupów

O tym, że cena nie jest najważniejszym czynnikiem, dowodzi chociażby raport z badania Gemius „E-commerce w Polsce 2016”. Według niego aż 84% badanych kupuje online ze względu na dostępność zakupów przez całą dobę. 79% badanych jako czynnik motywujący wskazało brak konieczności udania się do sklepu. Cena okazała się ważna dla 75% badanych, jednak nie najważniejsza, co wynika z wcześniej przedstawionych danych.

Tracą wszyscy

Wojna cenowa w Internecie odbija się również rykoszetem na sklepach tradycyjnych. Bardzo często usługa dodatkowa w postaci doradztwa, jaką te placówki oferują, odwraca się przeciwko nim, ponieważ klient po zasięgnięciu opinii wychodzi i dokonuje zakupu w sieci.

Wojna cenowa nie będzie trwać wiecznie, ponieważ tracą na niej wszyscy: właściciele sklepów internetowych, którzy poza obniżaniem ceny nie potrafią stworzyć żadnej innej strategii, wreszcie dostawcy marek, których produkty zostają po prostu zniszczone. Niska cena w Internecie powoduje, że produkt przestaje sprzedawać się w sklepach tradycyjnych. Jeśli zniknie z nich zupełnie, to w rezultacie zniknie i z Internetu, ponieważ przestanie go sprzedawać ogniwo, które posiada kompetencje doradcze. W innym przypadku sprzedaż bez marży przyzwyczai klienta, który po ten sam produkt, ale z marżą, nie będzie chciał już sięgać – tak czy inaczej, będzie więc musiał on zniknąć z rynku.

Oczyszczający exodus

Wojna cenowa może mieć jeszcze jeden ważny efekt – oczyszczenie. W jej wyniku znikają najsłabsze sklepy, które nie posiadają kapitału umożliwiającego przetrwanie trudnego czasu. I dotyczy to zarówno sklepów internetowych, jak i tradycyjnych. Daje to szansę dalszego rozwoju tym placówkom, które już teraz nie należą do najmniejszych.

 

jojczyktProblem mogą rozwiązać tylko dostawcy produktów

Tomasz Jojczyk, Centrum dla Psa i Kota „Vipet”

Jako właściciel sklepu stacjonarnego oraz internetowego, ale przede wszystkim jako doradca w doborze karm i innych produktów, nie uczestniczę w krótkowzrocznej wojnie cenowej. Staram się sprzedawać produkty w cenach sugerowanych (lub zbliżonych do nich) przez producenta czy importera tak, jak ma to miejsce w wielu cywilizowanych krajach.

Najtańszy na rynku może być tylko jeden sprzedający, a pozostali, którzy próbują konkurować boleśnie przekonują się o tej regule, zarabiając dużo mniej lub bankrutując. Sytuacja dotyczy głównie małych podmiotów, niebędących w stanie kupować dużych ilości w niskich cenach.

Najbardziej deprymującym jest fakt, że moje doradztwo w doborze m.in. odpowiedniej karmy obraca się często przeciwko mnie. Klient korzystający z moich usług po kilku wizytach w naszym sklepie postanawia kupować polecony i odpowiednio dobrany produkt u najtańszego giganta internetowego po znacznie zaniżonej cenie – często niższej niż moja cena zakupu.

Uważam, że dopóki producenci czy importerzy nie określą twardych zasad sprzedaży swoich produktów przez Internet, dopóty sytuacja się nie zmieni.

 

piotr-baranowski-zdjecieWojna cenowa w dłuższej perspektywie kończy się zawsze tak samo

Piotr Baranowski, NaszeZoo.pl

Wojna cenowa w Internecie to dla wielu sprzedawców najłatwiejsza i często jedyna metoda na wyróżnienie sklepu wśród konkurencji. Trzeba jednak pamiętać, że dla wielu z nich kończy się ona w dłuższej perspektywie brakiem możliwości rozwoju i często zamknięciem biznesu. Niskie marże najczęściej doprowadzają do niemożliwości świadczenia usług na wysokim poziomie (opakowanie, obsługa klienta, procesy posprzedażowe), ponieważ firmy nie stać na zatrudnienie odpowiedniej liczby pracowników. Należy także pamiętać, że w tej chwili oprócz ceny dla klienta coraz ważniejsze są inne aspekty, jak np. koszt dostawy, szybki kontakt ze sklepem czy obsługa gwarancyjna. Z mojego doświadczenia najczęściej na dumpingowe ceny decydują się małe punkty, które nie posiadają stałych i wysokich kosztów. Zamawiają one towar dopiero w momencie, gdy go sprzedadzą, dzięki czemu nie ponoszą największego kosztu w sprzedaży internetowej – kosztu obsługi logistycznej.

(565)

Comment(4)

  1. No niestety jest to duży problem, kilka sklepów, zwłaszcza te z zagranicznym kapitałem mają ceny tak śmiesznie niskie, że nawet my jako sklep nie mamy takich cen zakupów u dostawców, na czym traci cała branża. Na szczęście jest coraz więcej firm, które wymagają ustawiania cen na poziomie cen sugerowanych lub wyższych. Najgorzej jest z karmami, te popularne marki sprzedawane są często po śmiesznie niskich cenach. Niestety przykre, ale prawdziwe.

  2. Zgodnie z prawem Polskim oraz swobodą handlu w UE nikt nie może wpływać na cenę zakazując, nakazując czy coś ograniczając. To takie praktyki niszczą produkt według mnie. Royal Canin próbował i skończył z karą od UOKiKU – teraz totalnie mają syf cenowy i nic z nim nie mogą zrobić. Następna będzie Acana, a później Brit. W zoologii jest straszne kolesiostwo – i przez to za szybko nie będzie tutaj społecznie odpowiedzialnego biznesu.

  3. Faktem jest, że powstaje dużo zoologicznych internetowych sklepów prowadzonych przez ludzi niemających pojęcia o rynku. Zaniżają ceny i dokładają do biznesu a po roku bankrutują. Producenci też mają wygórowane oczekiwania przecież sklepy internetowe promują ich marki za darmo. Politykę walki cenowej niestety podsycają porównywarki cenowe i to jest dopiero zamknięte koło. Polacy nie myślą długofalowo wolą kupić „u niemca” bo taniej i niestety nie kupują polskich marek. Niedługo każda korporacja market zoologiczny będzie mieć swoje marki karm i będzie sobie nimi handlować do woli. Sklepy stacjonarne też zaniżają ceny próbując handlować w internecie karmami, które lada moment się przeterminują i dają na nie mega niskie ceny.

  4. Dlatego my już zrezygnowaliśmy z Royal Canina, dłużej nie było sensu trzymać towaru, który mieliśmy o 20-30 zł drożej niż pierwsze pozycje w porównywarkach.
    W następnej kolejności jest TOTW i Acana – czekamy do końca roku czy coś się zmieni. W ich przypadku importerzy obiecują, że się zajmą rynkiem internetowym. Pożyjemy, zobaczymy.

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Weź udział w konkursie Zoologiczne Rewolucje!

 

Celem Konkursu jest nagrodzenie właściciela, który przeprowadzi najlepszą rearanżację wnętrza swojego sklepu zoologicznego lub jego części, zgodnie z wytycznymi zawartymi w skrypcie przygotowanym przez dra Marka Borowińskiego, Shop Doctora i prowadzącego III edycję Akademii Rynku Zoologicznego.

 

Zwycięzca otrzyma wyjątkową nagrodę w postaci audytu Shop Doctora, o wartości 2500 zł!

 

Zobacz szczegóły

(565)