Strona główna Magazyn Wywiady Mamy swój czas i swoje tempo
0

Mamy swój czas i swoje tempo

Mamy swój czas i swoje tempo

„Naszym głównym priorytetem jest to, aby nasz sklep stał się numerem 1 na rynku w województwie wielkopolskim. Wiem, że jest to bardzo ambitny cel, ale cele są po to, żeby je wyznaczać i realizować”. O zoologicznej rewolucji, sukcesji w firmie oraz planach na przyszłość mówią Marek Cygan i jego córka Aleksandra Cygan-Ossowska, właściciele sklepu Zoo-Raj

Rozmawia: Mateusz Karatysz, redaktor naczelny „Rynku Zoologicznego” 

Od czasu naszego ostatniego spotkania w Państwa sklepie wiele się zmieniło, przede wszystkim zmieniła się lokalizacja i sam sklep…

Marek Cygan: Zgadza się, ostatni raz widzieliśmy się ok. 2 lata temu. Sklep miał wtedy 200 m2 i szeroki wybór asortymentu. Mimo iż dobrze prosperował, czułem, że to nie jest jeszcze TO. Zaczęły rodzić się plany z powiększeniem sklepu. I jak to w życiu bywa, dostaliśmy „propozycję nie do odrzucenia” . Wiadomo, decyzje tego typu są zawsze bardzo trudne, bo od powodzenia sklepu zależy nie tylko los właścicieli, ale i całej załogi…

W styczniu przenieśliśmy się 100 m dalej, na powierzchnię dwa razy większą. Postawiliśmy na komfort nie tylko zwierząt, ale również klientów. Stworzyliśmy szersze alejki, bardziej przejrzyste, ułożyliśmy asortyment wg działów z oznaczeniem piktogramowym. Wstawiliśmy niższe regały i lepsze oświetlenie. Teraz jest wszystko widoczne i na swoim miejscu.

Ale nazwa pozostała ta sama. Jak Państwo sądzą, czym dla mieszkańców Piły jest sklep Zoo-Raj?

M.C.: Mam nadzieję, że sklep Zoo-Raj kojarzy się z miejscem, w którym pracuje przede wszystkim fachowa obsługa służąca zawsze wiedzą i wszelką pomocą, są żywe zwierzęta, rozbudowana akwarystyka, bogaty wybór asortymentu oraz miła atmosfera. Zawsze chcieliśmy, aby to był RAJ dla zwierząt, spełniający oczekiwania klientów. Ciężko pracowaliśmy nad tym, by sklep kojarzony był z dobrą marką. Mam nadzieję, że nam się to udało.

A pracownicy sklepu też pozostali ci sami?

M.C.: Oczywiście, z większością pracujemy od 10, 20 lat. Jesteśmy zgranym zespołem, regularnie podnosimy swoje kwalifikacje, chętnie bierzemy udział w szkoleniach branżowych. Z większością pracowników jesteśmy również związani rodzinnie.

Wspominał Pan, że swój udział w tworzeniu nowego sklepu mieli również partnerzy z branży, z którymi pracuje Pan od lat.  

M.C.: W tej branży pracuję już 24 lata. Partnerów biznesowych, z którymi współpracuję znam od lat, z większością jestem na stopie koleżeńskiej. Przez te lata wzajemnie budowaliśmy zaufanie, tworząc dobrą atmosferę współpracy. Bardzo ich wszystkich cenię, nieustannie się rozwijają, mają wiele do powiedzenia w branży zoologicznej. Pomimo iż każda ze stron ma swój biznes, to właściwie mamy wspólny interes, target, wygląd ekspozycji itd. Zawsze trzeba i idzie się dogadać. I z tego miejsca duże dzięki dla nich wszystkich.

Sklep robi wrażenie. Jest uporządkowany, dział akwarystyczny to perełka, jest też nowa technologia – chociażby czytniki cen. Skąd czerpał Pan wiedzę i inspirację do tej zmiany?

M.C.: Żeby pozostać na rynku trzeba być elastycznym, ciągle się rozwijać. Trzeba spojrzeć szerzej na to, co dzieje się wokół nas, śledzić, jakie są obecnie trendy, oczekiwania klientów. Jednym słowem obserwować lepszych z większym doświadczeniem i się dostosować. Często szukam inspiracji jeżdżąc po Polsce, biorąc udział w szkoleniach, sympozjach, jeżdżąc na targi krajowe i międzynarodowe, i to nie jeden raz.

Wielu właścicieli sklepów, co było widoczne nawet na ostatniej Akademii Rynku Zoologicznego, jest zdania, że sklep specjalistyczny musi mieć każdy rodzaj towaru, nawet po jednym egzemplarzu, byle tylko klient, który wejdzie do sklepu otrzymał go od ręki. Podziela Pan taki sposób prowadzenia biznesu?

M.C.: Dobrze zaopatrzony sklep stacjonarny ma duże szanse konkurować na rynku. Mówiąc dobrze zaopatrzony, mam na myśli, że musi posiadać towar po kilka sztuk z wielkości, koloru, gatunku czy rodzaju materiału. Ja w swojej karierze nigdy nie sprzedałem 1 sztuki czegoś. Bo albo byłaby za mała, za duża lub nie w tym kolorze. Tej zasady trzymam się do dzisiaj i mając tak dużą powierzchnię sklepu, nie posiadam wszystkiego.

Zoo-Raj pozostaje ważnym punktem na zoologicznej mapie Piły już od 24 lat. Nie czuje Pan czasem zmęczenia prowadząc sklep od tylu lat?

M.C.: Chyba nie, z naciskiem na chyba. Mam jeszcze parę pomysłów, ale dzięki Bogu mam zastępczynię.

Od stycznia zarządza Pan sklepem wspólnie z córką…

M.C.: Tak, po naradzie rodzinnej z żoną i synem zdecydowaliśmy, że teraz to moja córka będzie sukcesorką. Zgodziła się, zostawiając dobrą pracę w Bydgoszczy. Proces sukcesji potrwa, Aleksandra musi się wdrożyć, przejść kolejne stanowiska pracy i nabrać doświadczenia. Byliśmy razem już na kilku szkoleniach i targach. By poznać ludzi i biznes potrzebny jest jednak czas.

Branża zoologiczna oparta jest na silnych relacjach. To biznes prowadzony przez pasjonatów, czego dobrym przykładem jest Marek Cygan. Podziela Pani pasję taty?

Aleksandra Cygan-Ossowska: Siłą napędową każdej firmy jest pasja. Tata swoją pasję traktował jako pracę i odwrotnie. Odkąd pamiętam w naszym domu były zwierzęta, a opiekę nad nimi sprawowaliśmy razem z bratem. Więc miłość do zwierząt się we mnie ukorzeniła, natomiast nie posiadam jeszcze takiej wiedzy specjalistycznej, wnikliwej i szeroko rozwiniętej jak mój tata na temat akwarystyki, roślin czy zwierząt. Ale myślę, że jak się robi to, co się kocha, wiedza sama przychodzi.

Do zoologii przyszła Pani z doświadczeniem z jakiej branży?

A.C.-O.: Pracowałam przez 11 lat w branży gastronomicznej, prowadziłam restaurację bardzo znanej firmy mającą sieć restauracji w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo dużo zawdzięczam tamtej firmie, bo wiele mnie nauczyła i dała wiedzę niezbędną, tak myślę, przydatną do prowadzenia firmy rodzinnej z tatą. Dzięki niej nabrałam doświadczenia i pewności siebie. A dzięki temu, że jestem z innej branży i nie mam jeszcze tzn. naleciałości, patrzę na wszystko jako klient. Myślę, że może to tylko zaowocować w przyszłości.

Jakie zadania stoją przed Panią jako menedżera sklepu zoologicznego? Co chciałaby Pani wnieść do firmy?

A.C.-O.: Moim głównym priorytetem jest to, aby nasz sklep stał się numerem 1 na rynku w województwie wielkopolskim. Wiem, że jest to bardzo ambitny cel, ale cele są po to, żeby je wyznaczać i realizować. Już teraz stawiamy na to, by było nas lepiej widać, stąd kanał na Facebooku, Instagramie, w niedalekiej przyszłości Zoo-Raj pojawi się również na YouTube. Zaczęliśmy również współpracę z kinem Helios. Chciałabym stworzyć cykliczne spotkania z zoopsychologiem czy behawiorystą, które odbywałyby się w naszym sklepie. Niebawem otwieramy salon groomerski oraz myjnię dla psów. Natomiast do systemu organizacji pracy chciałabym wprowadzić pewne rozwiązania, które jeszcze bardziej ułatwią nam funkcjonowanie. Chcę, by sklep był gotowy na przyjęcie większej liczby klientów.

Na koniec naszej rozmowy chciałbym się dowiedzieć, czy są Państwo gotowi na przyjęcie nowego pokolenia klientów sklepów zoologicznych?

M.C.: Takie zmiany już następują. Jesteśmy na portalach społecznościowych, gdzie udostępniamy fachowe porady, organizujemy konkursy, publikujemy informacje o akcjach promocyjnych itd. Ale jeśli myśli Pan o całkowitym przejściu na nowe technologie, nowinki tylko pod młode pokolenie, to uważam, że na wszystko jest właściwy czas i właściwe tempo przemian. Nowe rozwiązania muszą być wprowadzane nie za wcześnie i nie za późno. Dla przykładu: 24 lata temu, kiedy zaczynałem prowadzić sklep zoologiczny, mój lokal miał ok. 20 m2, a klienci z ostrożnością pytali o szampony dla psów. Dziś jeden z naszych sklepów ma 400 m2 i mamy w nim przeszło 170 rodzajów szamponów.  Myślę, że gdybym wtedy miał taki duży sklep, to pewnie dziś by mnie już nie było na rynku.  Nie było takich potrzeb, bo i społeczeństwo miało inne problemy i priorytety. Musimy rosnąć razem z rynkiem, choć dobrze jest, kiedy jesteśmy jeden krok naprzód.

 

 

(222)

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *