Strona główna Magazyn Warto wiedzieć Jak wprowadzić nowego kota do domu?
0

Jak wprowadzić nowego kota do domu?

Jak wprowadzić nowego kota do domu?

W moim poprzednim artykule poświęconym tematowi „dokocenia” starałam się wyjaśnić, na czym polega cały proces i jak się do niego odpowiednio przygotować. Ta teoretyczna podbudowa służyła przygotowaniu Czytelnika na serię informacji bardziej praktycznych. W drugim tekście chciałabym się skoncentrować na zagadnieniach stresu, ewentualnych błędów oraz szans na powodzenie naszych działań

Tech. wet. Małgorzta Biegańska-Hendryk

Stres związany z adaptacją

W naturalnym środowisku proces, w ramach którego nowy osobnik dołącza do funkcjonującej już kociej kolonii, jest powolny i skomplikowany. Zaczyna się zazwyczaj od tego, że obcy kot podchodzi na granicę terytorium kociej społeczności, siada i… czeka. Co może się wydarzyć? Wiele rzeczy. Może zostać zignorowany – i to byłoby dla niego najlepsze, bo oznaczałoby, że nie wzbudził negatywnych emocji, ma więc szansę na dołączenie do kolonii. Może również zostać poddany obserwacji – bo w końcu nie wiadomo, co to za jeden i jakie ma zamiary. Może też zostać od razu przepędzony – i tak dzieje się statystycznie często, zwłaszcza gdy mówimy o kolonii z aktywnie prowadzonym rozrodem. Jeśli przy pierwszej walce kot odniesie dotkliwe obrażenia, to prawdopodobnie da sobie spokój i już nie wróci. Jeśli jednak ujdzie cało, bardzo możliwe, że kolejnego dnia przyjdzie znowu, czekając na reakcję. I być może znów zostanie przepędzony, ale już np. z mniejszą intensywnością, przyjdzie więc ponownie. I tak oto, powoli, małymi kroczkami, będzie się do kociej grupy zbliżać, aż zostanie do niej dopuszczony. Czy taki schemat ma miejsce zawsze? Nie. Ale jest on często obserwowany i wysoce prawdopodobny. I właśnie coś podobnego staramy się odtwarzać, wprowadzając do domu nowego kota, tyle tylko, że bez elementu walk, pogryzień i wzajemnego przeganiania – po co bowiem potęgować zwierzętom niepotrzebny stres?

Proces zapoznawania obcych sobie kotów w 9 przypadkach na 10 jest dla nich źródłem stresu i napięcia psychicznego. Dzieje się tak przede wszystkim z powodu braku wzajemnych informacji o sobie. „Skoro nie wiem, kim jest ten obcy kot, nie wiem też jakie są jego zamiary, bezpieczniej jest więc założyć, że może być groźny i spróbować uniknąć nieprzyjemnego spotkania” – myśli statystyczna większość kotów, widząc przed sobą obcego zwierzaka. W naturze w takich sytuacjach zwierzęta bardzo często przystają w bezruchu i wyczekują na reakcję drugiej strony. Zadaniem opiekuna jest więc tak przygotować koty na spotkanie z „nowym”, by na wstępie miały o sobie jakieś podstawowe wiadomości. Dzięki temu wszystko powinno przebiec łatwiej.

Najczęstsze błędy przy wprowadzaniu nowego kota

Zanim przejdę do wyjaśnienia, jak zapoznanie powinno wyglądać, chciałabym wspomnieć o tym jak wyglądać nie powinno. W sieci krąży bowiem wiele informacji na ten temat, z których niestety część jest nieaktualna (choć kiedyś z nich korzystano), a wciąż powtarzana, inne natomiast od początku były zwyczajnie szkodliwe, gdyż nie brały pod uwagę specyfiki kociej natury i potrzeb. Nie warto z nich zatem korzystać i ja każdorazowo odradzam je moim klientom w pracy z ich zwierzętami. Czego zatem nie robić?:

  • nie wpuszczać nowego kota luzem do domu zaraz po przyniesieniu – jeśli pierwsze spotkanie zwierząt odbędzie się bez kontroli i dojdzie do starcia, może to bardzo silnie negatywnie rzutować na ich późniejsze relacje. Takie negatywne pierwsze wrażenie bardzo trudno jest zatrzeć w kociej głowie, zwłaszcza w przypadku, gdy doświadczenie wywoła powstanie reakcji lękowej,
  • nie podstawiać kota zamkniętego w transporterze do obwąchania innym zwierzętom – jedną z najważniejszych kocich potrzeb jest potrzeba samodecydowania o sobie: o tym co robię, gdzie się znajduję, w czym biorę udział i czy w ogóle chcę tam być. Kot zamknięty w transporterze kompletnie traci wpływ na cokolwiek, przez co jego poczucie bezpieczeństwa drastycznie spada, a to z kolei prowadzi do aktywowania mechanizmów obronnych, co w tej sytuacji nie prowadzi do niczego dobrego,
  • nie stykać kotów ze sobą, trzymając je na rękach – to w zasadzie wariacja na temat zamykania kota w transporterze. Tu również ograniczana jest jego swoboda i możliwość samodecydowania o sobie, tyle tylko, że ofiarą kociego zdenerwowania może paść opiekun. Jeśli bowiem poziom stresu przekroczy punkt krytyczny i kot zacznie się wyrywać, może dotkliwie pokaleczyć lub nawet pogryźć trzymającego go człowieka, co dodatkowo popsuje relacje. Działanie w postaci trzymania kota w czasie zapoznawania jest dopuszczalne tylko jeśli dotyczy spokojnego małego kociaka trzymanego na kolanach (najlepiej po uprzednim przycięciu pazurków), do którego również spokojnie zbliża się starszy kot-rezydent. Ta sytuacja jednak również powinna być poprzedzona szeregiem innych działań, o których napiszę w trzeciej części socjalizacyjnej serii,
  • nie karmić kotów razem w celu zaprzyjaźnienia – kot w naturze poluje w pojedynkę na niewielkie ofiary i nie dzieli się posiłkiem z innymi. Wyjątek stanowi tu matka, która przynosi swoim dzieciom półżywe ofiary w celu nauki polowania. Jeśli obce koty jedzą blisko siebie, powstaje psychiczne napięcie, bowiem każdy z nich będzie próbował bronić swojego bezcennego zasobu, jakim jest miska. Dlatego posiłki powinny odbywać się w oddaleniu, bez kontaktu wzrokowego tak, aby koty nie jadły „na wyścigi” i nie przejmowały się, czy za moment nie zostaną przepędzone od własnej porcji.

Mam nadzieję, że teraz jest jasne, dlaczego każda z tych strategii zwiększy poziom stresu, zamiast go rozładować. I choć oczywiście znajdą się zwierzęta, które zareagują na to obojętnie, to jednak są one wyjątkami potwierdzającymi regułę i nie należy uznawać ich za dowód na to, że stopniowe zapoznawanie nie ma sensu.

Czy socjalizacja zawsze się udaje?

Choć bardzo chciałabym, aby tak było, to niestety nie każde zapoznanie kotów ze sobą kończy się sukcesem. Czasami jest to kwestia indywidualnych predyspozycji i doświadczeń, czasem źle prowadzonej pracy zapoznawczej, a czasami nie da się nawet do końca ustalić kto lub co zawiniło. Faktem jest jednak, że koty są zwierzętami selektywnymi społecznie i nie z każdym nawiązują przyjaźń. Jeśli zatem praca socjalizacyjna trwa dłużej niż 3-4 miesiące, a u zwierząt nie widać postępów, zdecydowanie polecam kontakt z behawiorystą, który przeprowadzi analizę zaistniałej sytuacji i wypowie się na temat dalszych rokowań.

Bywają niestety przypadki, w których najlepszym rozwiązaniem jest poszukanie jednemu ze zwierząt innego domu – takiego, który będzie lepiej odpowiadał jego potrzebom i w którym dobrostan kota zostanie w pełni zapewniony. Bo choć koty są zwierzętami o bardzo dużych zdolnościach adaptacyjnych, dzięki czemu są w stanie przetrwać we współczesnym świecie, to jednak są rzeczy, do których nie przyzwyczają się nigdy. A zmuszanie ich do życia w ciągłym napięciu i stresie jest niestety działaniem ze szkodą dla nich.

O tym jak konkretnie przeprowadzić cały proces zapoznawczy będzie można przeczytać już za miesiąc, w trzeciej i zarazem ostatniej części cyklu o socjalizacji.

(66)

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *